„Od ciemności ku światłu. Jak wyszedłem z uzależnienia od alkoholu”
Nazywam się Piotr. Przez ponad piętnaście lat alkohol był obecny w każdej sferze mojego życia – w pracy, w domu, w relacjach. Rano obiecywałem sobie, że dziś będzie inaczej, wieczorem kończyłem butelką i poczuciem wstydu. Moja żona odchodziła, wracała, odchodziła znowu. Dzieci przestały pytać, kiedy będę trzeźwy, tylko kiedy znów zasnę na kanapie. Najtrudniejsze było spojrzeć w lustro – widziałem tam człowieka, który dawno stracił kontrolę.
Do Licheńskiego Centrum trafiłem po tym, jak zawaliłem kolejną pracę. Mój brat, którego od lat odsuwałem od siebie, powiedział: „Albo idziesz po pomoc, albo sam sobie wykopiesz dół”. Poszedłem na rekolekcje trzeźwościowe ze strachem i ogromnym oporem. Pierwszej nocy nie spałem wcale – chciałem uciec. Ale rano, na konferencji, usłyszałem, że alkoholizm to nie wstyd, tylko choroba. To było jak uchylenie drzwi – jeśli to choroba, to może można ją leczyć.
Rozmowy z terapeutą były trudne, ale pierwszy raz ktoś nazwał moje mechanizmy po imieniu: zaprzeczanie, manipulacje, ukrywanie. Na warsztatach spotkałem ludzi, którzy mówili moje własne słowa – „jeszcze tylko dziś”, „nikt nie rozumie”, „już więcej nie tknę”. Poczułem, że nie jestem sam i że można inaczej. Ważnym momentem było, kiedy ksiądz prowadzący powiedział: „Trzeźwość to nie kara, to wolność, którą odzyskujesz dzień po dniu”.
Wróciłem do domu z planem: grupa wsparcia, codzienna modlitwa, spotkania w poradni. Nie zawsze było łatwo. Były chwile, że ręce same sięgały po butelkę, ale wtedy dzwoniłem do kogoś z grupy i słyszałem: „Wytrzymaj jeszcze godzinę”. Krok po kroku, dzień po dniu, zaczęła wracać normalność. Dziś z żoną znów siadamy do wspólnych posiłków, dzieci patrzą na mnie inaczej, a ja uczę się żyć bez kłamstw.
Licheń nauczył mnie, że nie chodzi tylko o to, żeby „nie pić”. Chodzi o to, by nauczyć się być obecnym – dla siebie, dla rodziny, dla Boga. I choć wciąż boję się, że mogę upaść, wiem, że nie jestem sam. Mam narzędzia, mam ludzi obok i mam nadzieję, która przestała być pustym słowem.
